Popłakałem się przez Dodę [recenzja albumu „Dorota”]

Wyobrażacie sobie czasem, że budzicie się w lepszym świecie? I bynajmniej nie tym, po drugiej stronie tęczy, gdzie jest biblijna Ewa z Adamem? Tylko tak zwyczajnie, po prostu, wstajecie z łóżka i jest jakby… fajniej? Wiem, mało możliwe, bo wystarczy włączyć telewizor, wejść do internetu, by po chwili ładnie się wkurzyć, słuchając np. polityków, ale mnie się dzisiaj udało. I nie musiałem też wcale używać do tego „śmiesznych” papierosków czy innych wspomagaczy, by przenieść się w lepszy świat. Wystarczyło włączyć nową płytę Dody pt: „Dorota”.

Pierwsze co rano (czyli o 11 – przyp.red) rzuciło mi się w oczy, gdy jeszcze leżałem słodko w łóżku, to wiadomość na Messengerze od mojego przyjaciela Grabariego, który napisał bym sobie włączył jego zdaniem najlepszą piosenkę z nowego krążka Dody – „Nie mam dokąd wracać”. Jakby jego rekomendacja + dopisek „To o tobie i paniach, które po wyjściu wieczorem z biura, nie mają się gdzie podziać” wystarczyło. No ryk! Mam nadzieję, że to będzie drugi singiel. Uwielbiam takie piosenki, które chwytają ze serce i można się z nimi, gdzieś w głębi duszy utożsamić. Poza tym od razu przywołujące wiele skojarzeń, wspomnień i wprawiających w melancholię. Generalnie mode pt: „stara baba” level hard.

Jeśli chodzi o resztę utworów, to to poza znanym od tygodni wzruszającym kawałku „Nie wolno płakać” na płycie „Dorota” mamy znane i lubiane piosenki w wersji symfonicznej, których miłośniczką była Pani Pelagia, czyli ukochana babcia wokalistki. To właśnie jej dedykowany jest nowy album pani Rabczewskiej-Stępień. Dzięki niemu poznajemy Dorotę, jakiej nie znaliśmy, a w wersji jaką kochała pani seniorka. Nie powinno więc dziwić, że Doda zmyła make-up, odpięła doczepy, zrzuciła wyzywające stroje. Aby wszystko było spójne, zrezygnowała też ze swojej charakterystycznej maniery i śpiewa piosenki takich dojrzałych wokalistek jak Maryla Rodowicz („Gdzie to siódme morze” czy „Niech żyje bal„) jak prawdziwa diwa. Jest też „Gram o wszystko” Ewy Bem, „Stan pogody” Anny Jurksztowicz, „Krakowski spleen” Maanamu, utwór Anny Marii Jopek z Eurowizji „Na strunach szyn”, czy w końcu piosenka, którą śpiewała w „Metrze” – „Na strunach szyn„. Wisienką na torcie jest nowa wersja „Dwóch bajek” (Radosław – jesteś pozdrowiony), a już przehitem – mogącym wprawić w konsternację – ukłon dla idoli nastolatków, czyli „I’m with youAvril Lavigne, „Wrecking ballMiley Cyrus czy „Sign of the times” Harry’ego Stylesa. Prawda, że niezły rollercoaster po epokach?

Słuchając jednak opowieści Dody o babci nie mam wątpliwości, że Pani Pelagia z jednej strony słuchała sobie Ewy Bem, by po chwili nóżka tańczyła jej do przedstawicieli młodszego pokolenia. – Ona była bardzo silna. Kiedyś kupiłam jej samochód i miała w nim dwa wypadki. Jeden z nich nie powstrzymał ją, by tego samego dnia pójść później na imieniny – opowiadała mi niedawno Doda w „Fakcie”. Czy trzeba tu dodawać coś więcej? 🙂 Pędźcie do sklepów, odpalajcie serwisy streamingowe, a zatrzymacie się i przeniesiecie się na chwilę w inny wymiar. A, no i zaopatrzcie się w opakowanie chusteczek, bitches!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *