Prawdziwa twarz Quebonafide. To co widzimy na scenie to ściema!

Quebonafide, czyli właściwie Kuba Grabowski, duetem z Taco Hemingway’em z dnia na dzień opuścił hip-hopowy hermetyczny światek i dziś może się pochwalić, że jest najpopularniejszym wokalistą w Polsce. Jego piosenki – mimo że nie jest to głupia popowa papka – można usłyszeć w największych rozgłośniach radiowych, a o jego miłosnych historiach, poczytać na portalach plotkarskich. Nie ukrywam, że bardzo się z tego cieszę, bo w końcu do mainstreamu wszedł ktoś, komu się to należy jak psu buda. Nie trzeba głębokiej analizy jego twórczości. Wystarczy posłuchać ostatniej płyty, odpalić kilka wywiadów na YouTube i oto mamy odkrytą Amerykę. Kuba to raper z ciekawą osobowością i piosenkami „o czymś”, a tym mało kto może się pochwalić. Show-biznes potrzebuje takich gwiazd, a nasz rynek cierpi na deficyt męskich głosów. Gdy wrzucimy w google frazę „najpopularniejsi wokaliści w Polsce”, wyskakuje Rafał Brzozowski, Piasek, Michał Szpak, i Grzegorz Hyży. No litości!

Jedna z najczęstszych opinii poza tą, że nikt nie wygoniłby Quebo z łóżka jest taka, że to niezły skurwysyn. No bo facet z tatuażami, do tego raper, więc jakby wiadomo, że nie ma nic w głowie, pije krew kotów i pożera małe dzieci. Jakie było więc moje zdziwienie, gdy ostatnio zaczęły docierać do mnie głosy ze środowiska hip-hopowego, że ten wizerunek medialny Grabowskiego, a to jaką jest osobą prywatnie, to dwa różne światy. Postanowiłem to sprawdzić niemal u źródła.

Rozmawiam ze znanym producentem muzycznym, który jest dobrym kumplem Kuby. – Quebo jest niewolnikiem swojego wizerunku. Ta jego pewność siebie czy momentami bezczelność na scenie, to tylko poza i maska. W rzeczywistości jest on raczej cichym i skromnym chłopem. Show robi tylko podczas koncertów czy gdy wchodzi w nowe towarzystwo i chce zrobić na kimś wrażenie. Piekielnie inteligentnym i bardzo oczytanym. W dzieciństwie miał sporo kompleksów. Koledzy śmiali się, że jest takim chucherkiem i cipkiem, więc w końcu przykrył kompleksy tatuażami, przypakował na siłce i wymyślił swoje sceniczne alter ego, które wzbudza szacun i niepokój – słyszę. To nie koniec szokujących rewelacji. – On jest bardzo rodzinny. Marzy o gromadce dzieci i wychowywaniu ich. Najbardziej na świecie szanuje matkę i często to podkreśla. Ma z nią świetny partnerski kontakt. Niektórzy śmieją się nawet, że to maminsynek, ale on ma w dupie takie opinie i zawsze mówi, że „zwał jak zwał” – opowiada mój informator. – Nikt by też go pewnie o to nie podejrzewał, ale Kuba bardzo przejmuje się też losem starszych osób. Potrafi przeprowadzić staruszkę przez jezdnię, czy przynieść do domu zakupy ulubionej sąsiadce z Ciechanowa (miejscowość rodzinna Quebo – przyp.red) – mówi znajomy Grabowskiego. Wiele osób ze środowiska hip-hopowego to ludzie o wątpliwym kręgosłupie moralnym. Nie Quebo. – On nie prowadzi życia typowego dla swojego środowiska. Imprezy tak, ale dupy na boku? Nigdy w życiu! Chłopaki przestali go już nawet zaciągać na miasto, gdy idą na podryw po koncercie, bo wiedzą, że to nie ma sensu. Był wiele lat z jedną dziewczyną i nigdy jej nie zdradził. Bycie wiernym to w związku dla niego świętość – opowiada producent.Kariera i bum jakie teraz na niego jest bardzo go cieszy. – On zawsze chciał być sławny i cieszy się, że w końcu mu się to udało – dodaje mój informator.

Dacie wiarę?

4 comments on “Prawdziwa twarz Quebonafide. To co widzimy na scenie to ściema!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *