Uciekłem przez Cielecką do Tel Awiwu

Od dawna zastanawiałem się nad kolejną destynacją moich wakacji. A że cudowne natchnienie – o zgrozo – nie przychodziło, miesiące mijały, a ja zamiast chociażby szukać w Juracie dzikich plaż, których ponoć już nie ma, siedziałem w Mordorze i udawałem korpo biurwę. Na szczęście na początku marca Magdalena Cielecka i Dawid Wajntraub udzielili wywiadu Newsweekowi. Po jego lekturze dzień później kupiłem bilet do Tel Avivu, gdzie – nie będzie przesadą jak powiem – spędzam „time of my life”. No dobra, ale co z tym wspólnego ma Magda – pytacie. Bardzo wiele. Rozmowa Tomasza Lisa z aktorką i jej izraelskim partnerem dotyczyła trudnych relacji polsko-izraelskich, które po prawie trzech dekadach wyciszenia nabrzmiały w tym roku wzajemnymi urazami, w wyniku kontrowersyjnej ustawy o IPN. Magda i Dawid nie ukrywają w niej, że coraz bardziej duszą się w Polsce. Nie wykluczają nawet, że gdy w naszym kraju będzie jeszcze gorzej, wyprowadzą się do Tel Awiwu. Miasta gdzie przed laty się poznali i w którym Dawid czuje się jak w domu. Czytam ich słowa, mając jeszcze o tyle większą ciekawość, że ich poglądy okazują się być bardzo bliskie do moich. – Fajnie byłoby dożyć momentu, kiedy wróci ta dobra Polska, fajna, otwarta, która jest bliżej tego Tel Awiwu. Kiedy przestanie być krajem odwróconym plecami do wszystkiego, co liberalne, nowoczesne, światowe, co mądre, wartościowe – mówi Magda. Skoro Tel Aviv jest totalnym przeciwieństwem Polski, to musi tam być jak w niebie – pomyślałem wtedy. No i to prawda! Myślę teraz, czy nie zgłaszać wniosku o azyl.

Gdy podzieliłem się ze znajomymi wakacyjnymi planami, od kilku usłyszałem wielkie zdziwienie. Bo w Izraelu przecież na każdym kroku czai się niebezpieczeństwo i generalnie jedzie się tam po śmierć, albo by w najlepszym przypadku dostać po głowie. Nie wiem jak w innej części Izraela, więc na ten temat się nie wypowiem. Za to wiem, że nie widziałem bezpieczniejszego miejsca na świecie niż Tel Awiw. Choć mówi się, że to miasto nigdy nie śpi, to – w przeciwieństwie np. do centrum Warszawy – nie uświadczysz podpitych meneli, którzy zdenerwowani, że nie chce im się dorzucić kilku groszy do piwka, potrafią wyskoczyć z nożem. Widok nieciekawego towarzystwa, niestety na dobre wlał się w mapę Warszawy, a w Tel Awiwie czegoś takiego po prostu nie ma. Ok, może nie chadzam tu po miejscach, gdzie diabeł mówi dobranoc, ale np. przecież o warszawskim Centrum, Nowym Świacie czy Krakowskim Przedmieściu, bynajmniej nie można tak też powiedzieć, a jednak tam opowieści dziwnej treści to porządek każdego dnia. Tymczasem w Tel Awiwie poza pięknymi widokami (o tym co warto zobaczyć i co mnie zachwyciło, napiszę kolejnym razem), pierwszym co rzuca się w oczy, gdy patrzy się na innych, jest wielka tolerancja i otwartość. To buduje wyjątkowy klimat tego miasta. Wszyscy są dla siebie mili, uśmiechają się do nieznajomych na ulicy i mają wyjebane czy masz czerwone spodnie, jesteś Żydem, czy pedałem (a może nie daj Boże – tym i tym) albo masz brzuch wielkości walenia. Te jedne z wielu rzeczy, które tak bardzo bulwersują polskie społeczeństwo, że je nieustająco coraz bardziej dzielą, nie są dla mieszkańców Tel Awiwu jakimkolwiek powodem do identyfikacji innych. Co więcej – gdy rozmawiałem na plaży z tutejszym Żydem, usłyszałem, że w Izraelu nie ma czegoś takiego jak internetowy hejt. Mój rozmówca zachodził w głowę jak powiedziałem mu o tym co dzieje się na polskich stronach w komentarzach i patrzył na mnie jakbym mu przedstawił niezbity dowód, że jutro będzie koniec świata. Ludzie nie zaglądają sobie też do talerza i nie wścibiają nosa w życiae sąsiadów. Można? Można! Dzięki Magda, dzięki Dawid – przywróciliście mi nadzieję w ludzkość!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *