Justyna Steczkowska o piersiach, porażce na Eurowizji, prześladowaniu i paśmie niepowodzeń…

|”Pani”, marzec 96, str.60-61|

„Fani doceniają Justynę Steczkowską za głos i piosenki, narzeczony – za to, że rozumie i potrafi być dziewczyną szamana, przyjaciele i znajomi za… piersi. Słynne piersi Justyny są na ustach wszystkich, którzy mieli okazję się w nich rozsmakować. Chodzi o piersi kurze a la Justyna, które są jej popisowym daniem” – czytamy we wstępie do wywiadu, który w 1996 roku został opublikowany w marcowym numerze miesięcznika „Sukces”.

Potrawa jest rzeczywiście smaczna, choć przepis niespecjalnie skomplikowany – wyjaśnia Justyna. – Mięso ubija się na kotlety i, posypane zupą cebulową albo jakąś inną „Knorra”, układa na blaszce. Na to – jak na ciasto do pizzy – kładzie się, co kto lubi: cebulę, pieczarki, trochę czosnku, pomidory, paprykę. Całość należy zalać słodką śmietaną i zostawić w chłodnym miejscu mniej więcej na dobę. Po upływie tego czasu można już potrawę piec, co trwa 45 minut. Polecam. Niebo w gębie! (…) Nie śmiałabym twierdzić, że moje rzeczy są lepsze. Są inne. Tak jak ja – czytamy.

Właśnie przez tą inność piosenkarka miała zawsze pod górkę. Ostatnimi czasy zniknęła przez to z show-biznesu, choć tak naprawdę zrozumienia nie mogła znaleźć już od dzieciństwa. – Inaczej myślę, inne słyszę dźwięki, więc inaczej komponuję. Naprawdę nie mówię tego, żeby kreować się na wielki oryginał. Ja wiem, że jestem inna, bo zbierałam już za to baty, począwszy od szkoły podstawowej. Najgorszy moment przyszedł, kiedy postanowiłam rzucić skrzypce dla śpiewania i próbowałam podjąć studia wokalne. Egzamin na wydziale jazzowym w Katowicach skończył się klapą (…). Komisja nie umiała uzasadnić swojej decyzji innym argumentem niż ten, że prezentuję twórczość raczej dziwną. (…) Postanowiłam uderzyć jeszcze raz: na wydział wokalno-aktorski w gdańskiej akademii. Tam usłyszałam, że wprawdzie robię wrażenie, ale śpiewać nie potrafię w ogóle żaliła się Jusia.

Dzięki temu miała się uodpornić. – Przywykłam do niepowodzeń. Całe moje życie jest ich pasmem. Ja wiem, że wielu gotowych jest zazdrościć mi, ale wszystko wygląda tak atrakcyjnie tylko z wierzchu. A tymczasem od lat toczę nieustanne boje do prawo do swojej inności. Wszystko, co osiągnęłam to nawet nie jest zamożność, lecz popularność. Tymczasem jest przykro być popularnym i biednym i jeździć tramwajami. Ja oczywiście mogę nimi podróżować i wcale się nie skarżę, tylko chcę powiedzieć, jak to jest ze mną naprawdę. Nie mam samochodu ani własnego mieszkania, a przypuszczam, że ci, co chcieliby mi zazdrościć, to pewnie właśnie gwiazdorskiego luksusu, którego się nie dorobiłam, chociaż utrzymuję się ze śpiewania chyba od 10 roku życia – mówiła.

Piosenkarka, która od dzieciństwa marzyła o muzycznej karierze po zwycięstwie w „Szansie na sukces”, szybko uwierzyła, że będzie „drugą” Edytą Górniak, która święciła już wtedy triumfy. Patrząc na sukces koleżanki, która w 1994 roku zajęła 2. miejsce na Eurowizji, bez chwili wahania zgodziła się reprezentować Polskę rok później. Jednak w jej przypadku występ nie był tak świetnie przyjęty jak ten Edyty. Justyna zajęła 18. miejsce. Według niej to wina tego, że inni oszukiwali.

Justyna Steczkowska na Eurowizji

–  W „Melody Maker” napisano, że najlepszą piosenkę Eurowizji’95 był właśnie mój utwór „Sama”. A że przepadł w werdykcie jury – wiele czynników miało na to wpływ. Po pierwsze – śpiewałam jako pierwsza, po drugie zastosowałam się do regulaminu, który mówił, że trzeba występować na żywo, z utworami, nie dłuższymi niż trzy minuty. Inni mieli regulamin w poważaniu i śpiewali z półplaybacku, co jest znacznym ułatwieniem, a poza tym ich utwory miały czas rzędu: trzy minuty pięćdziesiąt sekund. W takim czasie można już coś zawrzeć, a dodatkowo piosenka wbija się w pamięć – tłumaczyła. – Nie mogłam pojechać z piosenką festiwalową, skoro nigdy takich utworów nie śpiewałam i śpiewać nie zamierzam. Byłoby paranoją zmienianie nagle swojego oblicza dla jednej nagrody. Tym bardziej że nawet zwycięstwo w takim konkursie niewiele dziś daje. Formuła festiwalu na świecie się przeżyła, dziś nikt nie patrzy na estrady festiwalowe, a niektórzy takie na przykład San Remo traktują jak rzecz tandetną, zaś udział w podobnej imprezie – niczym skazę na artystycznym życiorysie. Tak więc przegrana jest honorowa – zapewniała i pocieszała się słowami muzycznej legendy. – Irena Santor powiedziała o mnie w Opolu: ocalmy tę perłę. Ale jednocześnie życzyła mi znalezienia odbiorców do tego, co robię. Pamiętam, że na tym festiwalu, w trakcie prób, widziałam, jak bardzo odpałową mam piosenkę w porównaniu z innymi. Sama siebie pytałam: co ja tu robię. To poczucie odrębności cały czas mi towarzyszy – czytamy w „Sukcesie”.

I choć minęło od tego wywiadu aż 22 lata, jeśli chodzi o odrębność i niezrozumienie – nic się w życiu Jusi nie zmieniło.

|okładka „Sukces” nr 3 (71), marzec 96, archiwum własne|

 

One comment on “Justyna Steczkowska o piersiach, porażce na Eurowizji, prześladowaniu i paśmie niepowodzeń…
  1. Pingback: Bartosz Pańczyk | Kulisy konfliktu Justyny Steczkowskiej i Kayah: „Kasia Szczot ma poważny problem osobowościowy”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *