Jak zabić premierę swojej nowej płyty? Być obrażoną Mariną Łuczenko-Szczęsną!

Wydawałoby się, że ma wszystko. Niestety nawet ona – żona jednego z bogatszych bramkarzy w Polsce – nie jest w stanie kupić dwóch cnót – pokory i mądrości. Te jej teraz potrzebne jak nigdy wcześniej. Cóż, skoro Bozia ich poskąpiła, Marina mogłaby więc zainwestować w PR-owców z prawdziwego zdarzenia. Jeśli chce w końcu odnieść sukces, ktoś musi jej naprawić zepsuty przez siebie wizerunek i powiedzieć kiedy zamknąć piękną buzię. Chyba, że jest sadomasochistką i chce położyć nową płytę? To wychodzi jej akurat świetnie. Cytując klasyczkę – Gratulacja!

Marina zawsze była mi dość obojętna. Na pewno jednak było mi bliżej do sympatyzowania z nią, niż palenia na stosie i hejtowania każdego jej kroku. Mam nawet sentyment do jej pierwszego albumu, który kojarzy mi się z fajnym okresem w życiu. Niestety kiedy od kilku dni oglądam jej nowe wywiady, przecieram oczy ze zdumienia. Co to ma być? Jeśli promocja płyty wygląda tak, że przed dziennikarzami siedzi naburmuszona laska, która roszczeniowym tonem cierpiętnicy, przez większość wywiadu żali się na wszystkich dookoła, a sobie nie ma nic do zarzucenia, to naprawdę nie mam pytań. Jak ktoś ma przekonać się do Mariny czy co więcej zachęcić do kupienia jej albumu, jak musi wysłuchać ciężkostrawnych pretensji do całego świata? I kłamstw (o tym zaraz). Co mnie przeciętnego i potencjalnego odbiorcę jej twórczości to obchodzi? Na social mediach Mariny jest jeszcze grubiej. Zalewa ona bowiem od tygodnia swój Instagram niezrozumiałymi dla mnie groźbami skierowanymi do Pudelka. Pojawiają się one z prędkością światła na każdy ich tekst. Zamiast czytać o nowej muzie i odliczać dni do jej premiery, jestem skazany na śledzenie tej jakże pasjonującej wojny rodem z przedszkola. Nie podoba ci się coś? Masz do tego prawo. Ale w takich wypadkach zwracasz się do redakcji „w cztery oczy”, a nie wciągasz w to innych. Swoją drogą, to z pisma prawników, które Marina wysłała Pudelkowi wynika, że ma ona do nich pretensje o m.in. zdjęcie z kabanosem. Zdjęcie, które było screenem jej filmiku z InstaStories. Serio, tak trudno myśleć nad tym co się wrzuca do sieci? I mówi. Bo Marina ma taką refleksję, którą się ostatnio dzieli, że za dobre artykuły trzeba płacić, a ona nie zamierza tego robić. Tak tłumaczy nieprzychylne artykuły na swój temat. Ciekawa teoria i odważna, zwłaszcza że nikt mi jeszcze za pozytywny tekst nie zapłacił, a piszę ich codziennie kilka. Świat się pomylił…?

Hitem i gwoździem do trumny pani obrażonej jest wywiad dla CGM z 10 listopada. Generalnie w skrócie można dowiedzieć się od zainteresowanej, że wszyscy jej nienawidzą i chcą zniszczyć jej płytę, a ona biedna sama pracuje od dawna na swój sukces. Bidulka sama się utrzymuje, nie ma osoby odpowiedzialnej za PR, która w jej imieniu wysyła notki prasowe i zajmuje się kontaktem  dziennikarzami, więc tym bardziej należy się jej szacunek. Uwaga. Od tygodni z dziennikarzami w imieniu Mariny kontaktuje się Pani Iwona Walska. W stopce jej służbowego e-maila, którą widzicie poniżej macie jasno napisane, jaką funkcję pełni w drużynie Mariny. Po co te kłamstwa? Bo nie kumam?

To jednak nie koniec smaczków z wywiadu dla CGM. Gdy Marina wchodzi na temat „Faktu”, z obrzydzeniem i grymasem na twarzy mówi, że nie powie nazwy tego tabloidu. Dlaczego? Nie będzie robić gazecie reklamy. Przepraszam bardzo Mara, skoro tak bardzo wstydzisz się „Faktu”, to po jakiego grzyba udzielałaś (zresztą bardzo miłego) wywiadu naszemu dziennikarzowi? Gdy pod pięknym czerwonym logo „Faktu” przez 40 minut opowiadałaś o tym jak kochasz Wojtka, budujesz z nim dom, itp. to wtedy rozumiem „Fakt” był ok, tak? Trochę konsekwencji kochana, bo wychodzi już z Ciebie nie tylko zadufana kłamczuszka, ale i hipokrytka. Nie mów też, że nie chcesz promować płyty Wojtkiem, bo po co w takim razie w tym tygodniu mieliście wspólną sesję okładkową do „Gali”? Lol.

 

Największym problemem Mariny jest to, że ludzie patrzą na nią przez pryzmat obrazu który można było obserwować przez ostatnie lata na jej social mediach. Czyli laski, która generalnie od lat nie pracuje, a ma życie jak w Madrycie. Śpi na forsie i jak nie jest na zakupach i nie przebiera w ciuchach za kilkadziesiąt tysięcy złotych, to je obiad na mieście i pije kawkę z przyjaciółką. Tak, wiem, że była chora i musiała odzyskać głos. Ale od momentu, gdy cała historia zakończyła się happy endem, a zamknięciem albumu minęła kupa czasu. Przez ten czas Marina ciągle jęczała, że nie jest typową wag, której jedynym zajęciem jest tylko wydawanie pieniędzy męża. Naturalne jest przecież, że skoro wyszła za mąż za bogatego bramkarza to nie będzie żyła w ubóstwie. Nikt od niej tego nie wymaga. A niech używa karty Wojtka ile wlezie. To przywilej bycia żoną i nie ma co z tym dyskutować. Po co jednak te kocopały o utrzymywaniu się samej ze swojej działalności artystycznej? Działalności, której od lat nie ma? Litości, pierwszy album nie sprzedał się na tyle by żyć z niego na takiej stopie na jakiej żyje po dziś dzień. Koncertów też nie widzę, więc co się dziwić ludziom, że nie kupują ściemy, którą karmi ich Marina i śmią jej to wytykać? Ok, wiem, że można zarabiać na Instagramie i Marina to robi. Ale nie mówmy może wtedy o utrzymywaniu się stricte z działalności artystycznej i nie przypisujmy sobie z tej racji nie wiadomo jakiego „sukcesu”. Tym bardziej, że nomen omen lajki i zasięgi Mariny zwiększyły się znacząco od kiedy zaczęła być partnerką Wojciecha Szczęsnego. Więc znowu to dzięki niemu zarabia na tym tyle ile zarabia. Hihi.

Największym wrogiem Mariny jest Marina. Zabić płytę samą sobą?! Genialne! Muszę się wam przyznać, że korzystając z tego, że dostałem jej nową płytę dwa tygodnie przed premierą, zrobiłem pewien nieprzypadkowy test. Puściłem swój ulubiony kawałek z krążka z pogranicza soulu i r&b, czyli „How Dare You” osobie, która uważa się za pierwszego hejtera Mariny w Polsce. Marcin (pozdrawiam!!!) nie zostawia na pani Łuczenko-Szczęsnej suchej nitki. Skorzystałem z tego, że chciał bym mu polecił jakiś nowy, fajny czarny numer. Mówię mu: „Stary, posłuchaj tego. Laska jest z amerykańskiego „X Factora” i właśnie nagrywa płytę. Dobre, co?”. „Dobre?! To jest sztos! Kto to?! Brzmi jak Alicia Keys” Chcielibyście widzieć jego minę jak usłyszał, że ta pani od sztosu to Marina. Typ zbierał szczękę z podłogi 5 minut i myślałem, że mnie zakatrupi za wkrętkę.

Jaki z tego wniosek? Ano taki, że jej muzyka nie jest zła gdy nie patrzymy na nią przez pryzmat jej autorki. Nowy album „On My Way” jest wyprodukowany bardzo dobrze. Czuć w nim spójność i niemałą kasę. Lubię go i będę chętnie do niego wracał! Trochę „Lemonade” Beyonce, a trochę nowa „Sia”, czyli jest światowo i nie ma się czego wstydzić. Nie jest to komercja i hity do podbijania parkietów, ale to tylko plus, bo pokazuje Marinę jako piosenkarkę, która dojrzała. Nie każdy umie zrobić ciekawe piosenki pościelowe do winka czy przytulasków z drugą połówką, by jednak nie przepadły w tle, a jej się to udało. I brawa dla niej! Gdyby to wydała Margaret czy każda inna laska, byłby szał pał i album byłby świetnie przyjęty. Niestety moje fusy po herbacie mówią, że tak nie będzie. Przez ostatnie złe wywiady Mariny ludzie nabrali do niej jeszcze większej niechęci niż mieli. Będzie flop po całości, a szkoda.
Darmowa porada? Nie zaklinać rzeczywistości, przyjmować nią taką jaka jest i nie kłamać. Powoli, acz skuteczenie inni to docenią. A i nie obrażać dziennikarzy na prawo i lewo. To mały świat i naprawdę do nas dochodzą Twoje opinie, gdy w obecności x ludzi za kulisami czegoś tam, mówisz, że wszyscy z show-biznesu to dno – dziennikarze szczególnie i gardzisz nimi całą sobą. Jak Cię tu lubić, Marina?

Tymczasem gdy Marina walczy o swoje być albo nie być, Wojtkowi puszczają nerwy. Myślał, że ją obroni, a właśnie zrobił jej misiową przysługę. Niechęć do Mariny wzrasta, kolejna gratulacja! Przed chwilą przeczytałem jego chamski i emocjonalny wpis skierowany do Karoliny Korwin Piotrowskiej, która zastanawia się dlaczego Marina jest na nowej okładce „Vivy!”. Wszak w środku są dużo ciekawsze wywiady z prawdziwymi osobistościami, czyli Borysem Szycem i Jakubem Gierszałem. Prawda, dlaczego? Wojtek nie ma argumentów, więc uderza w wygląd Karoliny. Myślałem, że on ma więcej oleju w głowie, ale jednak przebił ukochaną, która na razie przynajmniej nie dyskryminowała ludzi za wygląd. „A ja się zastanawiam, czemu na okładce nie ma pani Korwin Piotrowskiej. Kompletna dyskryminacja ludzi z podwójnymi podbródkami. Jeśli tak bardzo pani pragnie, to chętnie Diora podeśle. Rozmiar 52? (…) Nie lubię, gdy malutcy ludzie obrażają moją żonę”.

Może mi ktoś wytłumaczyć, o co chodzi z tym Diorem? Rozumiem, że każdy ma mieć w domu jeśli chce być szanowany i fajny, tak? Ok, Diora zawsze możesz sobie kupić (każdy ma swoje priorytety i potrzeby), rozumu nie.

21 comments on “Jak zabić premierę swojej nowej płyty? Być obrażoną Mariną Łuczenko-Szczęsną!
    • Właśnie wcale – facet nic nie rozumie. Nie widział ani pisma prawników, ani pozwu, ani nie zagłebił się w temat tylko strzela nagłowkami tabloidow..to jest dziennikarz?

      Słabo – w wywiadzie przeciez mowi ze pomaga jej manager, więc skąd ten hejt….zobacz sobie najpierw film w cgm.pl a potem pisz…

      Generalnie sprawdzaj źródła bo śledzę poczynania Mariny od lat i ma łeb na karku, wie co mówi i robi

      • Zobacz 3:40. Mówi tu, że nie ma PR-owca.
        Czy ja piszę, że nie ma menedżera? Menedżer, a PR-owiec to dwa inne stanowiska. Czytaj ze zrozumieniem.

        • To sobie przeczytaj co napisałeś: „Bidulka sama się utrzymuje, nie ma menedżera, ani osoby odpowiedzialnej za PR, więc tym bardziej należy się jej szacunek”.

          Jakbyś choć chwilkę poświęcił na sprawdzenie, kim jest Iwona to byś wiedział, że jest managerem po szkole managerów muzycznych. A jakbyś generalnie coś sprawdził, to byś wiedział, że manager muzyczny i PRowice, to w dzisiejszych czasach to samo, bo zazwyczaj manager zajmuje się też PRem. No ale musiałbyś coś robić i się dowiadywać, a nie siać bezmyślny hejting i nienawiść.

          Szach i mat ptysiu. Wiem, że jesteś wnerwiony, ale jej płyta jest świetna, a ona ma rację i jej prawnicy waszą amatorską zgraję pseudo dziennikarzy rozjadą w pył. Zwyczajnie zamiast pisać taki potok bzdur bezmyślnych na blogu, i dź do szkoły i się naucz prawa prasowego, a potem zacznij pisać ponownie – sukcesów misiu.

    • Nie rozumiem w czym jest problem – wiadomo od lat, że Marina jest niezależna i większość spraw załatwia sama, sama wydała sobie album i walczy o swoje. Aż dziwne, że nie ma armii osób, bo dobrze jej idzie, na równi z wielkimi wytwórniami.

      Ale sugerowanie, że jest głupia i kłamie…trochę to głupie…nie musi kłamać i jest mega ogarnięta.Już w kilku wywiadach tłumaczyła jak ogarnia swój team…starczy poczytać

    • CGM..zobacz 11 minutę to usłyszysz jak mówi, że robi to sama z managerem – więc to Ty nie kumasz i kłamiesz… https://www.youtube.com/watch?v=suq_gkSwTq4

      A co do Faktu – jeśli była umowa na autoryzację, a olewają prawo prasowe to słabo chyba tak?

      Kabanosy itd – nie znasz sprawy i cytujesz Pudelka – dotrzyj do pisma jak przystało na dziennikarza to zrozumiesz problem.

      • Zobacz 3:40.
        Menedżer, a PR-owiec, którego twierdzi, że nie ma, a ma to dwie bajki. Zupełnie inne obowiązki.

        • Ona mówi: „nie mam żadnej agencji, ja nie mam PR Managerów” a dalej mówi, że ma managera – przyjaciela, co od lat ją wspiera..zresztą dziękuje mu na płycie. Zresztą w Vivie w której jest z nią wywiad, dokładnie wyjaśnia jak działa, wystaczy poczytać np. tu: http://plejada.pl/newsy/marina-luczenko-szczesna-dementuje-plotki-mowi-o-zdrowiu/5wxbfh. Na okładce też widać, że płytę wydała Marina Music więc sobie sama. A ta dziewczyna co ją podaliście ma funkcję PR Marina Management. Management – manager…ja wiem, że to może być trudne, ale dziś w branży jest tak mało kasy, że manager robi wszystko, w tym PR…a w jej wypadku 90% wszystkiego robi ona sama. I rozumiem, że to się w głowie nie mieści, że taki sukces da się budować samemu i bez wsparcia kasy męża, czy sztabu ludzi…ale tak właśnie jest.

  1. Świetny artykuł, rzetelny i bardzo dokładnie opisujący całą sprawę. Muszę tu częściej zaglądać. Pozdrawiam.

  2. Trafnie i rzeczowo podsumowane poczynania tej pani. Może mieć sztab ludzi od PR a i tak sama się zaora. Gdyby publicznie otwierała buzię tylko do śpiewania zamiast paplać co przyjdzie jej do głowy mogłaby zrobić prawdziwą karierę muzyczną. Bez hejtu

  3. Wszystko fajnie, ale rok swietlny to jednostka odleglosci, a nie czasu. Te „lata swietlne” maja taki sam sens, jakby napisac: „Ale od momentu, gdy cała historia zakończyła się happy endem, a zamknięciem albumu minęło pięć kilometrów”. Artykul bdb.

  4. niestety… Marina również doczepiła się kilka razy do wyglądu osób komentujących jej zdjęcia… np.

    marina_official@szaaarlootka jak dla mnie żenujące sa zdjecia Twojej szamy i selfie twarzy ledwo mieszczącej sie w obiektywie. Boom!;) slyszalas plyte? Jeszcze nie wyszla a Ty wiesz ze jest zenujaca? Wiesz czemu? Poniewaz jestes zenujaca osoba.

  5. Mnie tylko wciaz zastanawia ta cala Karolina Korwin Piotrowska… Babsztyl tak samo gardzi toba jak i wszystkimi dziennikarzami showbusinesowymi, na kazdym kroku pokazuje ze jest od Was lepsza. Ale to ona a nie Wy jest najwieksza hejterka i trollem w polskim szolbizie. Prymitywna baba z magla to i Wojtus zasunal prymitywny komentarz, bardzo celny zreszta.

  6. Świetnie napisane! Rzetelnie, obiektywnie. Niestety również uważam, że Marinie szkodzi… Marina. Kiedyś ją naprawdę lubiłam, wydawała mi się być zwykłą dziewczyną, która dąży do wyznaczonych sobie celów. Teraz? Pusta, zakłamana. Szkoda, bo sławę, którą zdobyła teraz dzięki szczęsnemu (nie ukrywajmy) mogła świetnie wykorzystać. Lewandowska potrafi i nie obraża ludzi.

  7. Dobry artykul, a to że Marina coś często sie mija z prawda to zauważylam i to nie tylko w kwestiach płyty i muzyki .

  8. Pingback: Bartosz Pańczyk | Doda mówi, że Pudelek atakuje Marinę w zaawansowanej ciąży. W jaki sposób? Sprawdziłem!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *