biforek Edyty Olszówki i Antarktyda na pokazie Tomaotomo

Kiedyś byłem świadkiem pięknej refleksji Grażyny Szapołowskiej. Było to w 2011 roku na planie serialu „Rezydencja” (gimbaza nie zna), w którym z moją drogą przyjaciółką Alexandrą Pajewską statystowaliśmy. Po kilkunastu godzinach pracy będąc na totalnym wypizdowie o godz. 20 dowiedzieliśmy się, że zamiast właśnie planowo kończyć zdjęcia, przeciągną się one do północy. Korzystając z 10 minut przerwy wynikającej z buntu pozostałej ekipy, która wnosiła o podniesienie wynagrodzenia by dalej grać, poszliśmy na papierosa. Chcąc nie chcąc znaleźliśmy się w towarzystwie wyśmienitym. Grażyna Szapołowska, Katarzyna Figura i Ewa Telega podobnie jak my puszczały dymek, a ich dyskusja była przy tym tak gorąca, że nie przeszkadzało im, że szuje podsłuchują. Panie generalnie były zmęczone i narzekały, że teraz to „zarobki nie te”, „warunki zgoła inne”, „propozycje coraz bardziej żenujące”, „więcej się wymaga, a mniej oferuje”, a przecież z „czegoś żyć trzeba”. Pamiętam, że Telega opowiadała o jakimś serialu, który odrzuciła bo kazali się jej czołgać, a przecież „co ja mam 20 lat?!”. Generalnie Ewa i Kasia przodowały w prześciganiu się która to ma gorzej, po czym zmarnowana Szapołowska podsumowała to jednym pięknym zdaniem. Powtarzam je ostatnio coraz częściej. „Kochane, nie te lata, nie te wnętrza”.

Dlaczego dziś o tym piszę? Wczoraj w Warszawie odbył się kolejny pokaz marki Tomaotomo należącej do Tomasza Olejniczaka. Projektant zaprezentował kolekcję wiosna/lato 2016 WONDERLAND i jakby na tym skojarzenia z moimi ulubionymi porami roku się kończą. Samych ciuchów oceniał nie będę, bo moje oko eksperta ogranicza się tylko do domu mody Forrester tudzież Spectra. Po przemyśleniu jednak sugeruję się opinią wspomnianej wyżej Pajewskiej, która stwierdziła, że wszystko wyglądało trochę jak na amerykański prom. Coś w tym jest, a patrząc na to, że kiedyś „Grazia” opublikowała jej zdjęcie w rubryce „najlepszy look miesiąca” to laska na pewno się nie myli i ma rację. Nie wiem więc czy ktoś przespał ten fakt, ale impreza studniówkowa Local Heroes odbyła się już jakiś czas temu, heloł!

Gwiazdy lubią Tomka i chętnie chodzą w jego rzeczach co też udowodniły swoją obecnością. Wśród licznie przybyłych pomniejszych celebrytek była chociażby Justyna Steczkowska i Edyta Olszówka czyli top of the top! Niestety tym razem ktoś chyba pożyczył mu bardzo źle i choćby nie wiem kto się tam nie zjawił to krainy czarów nie było . Organizacja eventu była najsłabszą jaką widziałem. A umówmy się, że przecież już z niejednego pieca jadło się chleb. Przede wszystkim najgorszym punktem całej imprezy było ogrzewanie, a raczej jego brak. Projektant przywrócił do łask zapomniane ostatnio Soho Factory, które tego wieczoru przypominało Antarktydę. Równie dobrze wszystko mogło odbyć się pod chmurką i efekt byłby taki sam. Nie wiem czy chciał zaoszczędzić na ogrzewaniu czy myślał, że jego nowa kolekcja podniesie wystarczająco temperaturę, ale zaproszeni goście siedzieli podczas pokazu w puchowych kurtkach, a i zdarzali się i hardkorowcy w czapkach i szalikach. Tym razem więc nie było co się chwalić ciuchami bo wszystko i tak przykrywały ciepłe wdzianka ku uciesze szatniarzy, którzy nie musieli się napracować. Chociaż są i wyjątki potwierdzające regułę. Taka np. Justyna Steczkowska się nie złamała. Piosenkarka do ostatniej sekundy siedziała pomiędzy Maffashion, a Jessicą Mercedes – by je odgrodzić bo jak donoszą portale pokłóciły się o włosy – jakby nigdy nic. Eksponując swoje długie odkryte nogi dumnie prężyła się w blasku jupiterów. Jak na nią patrzyłem robiło mi się jeszcze bardziej zimno przez obawę, że nabawi się ona zaraz przeziębienia. Niestety nawet Martini nie dało rady pomóc gościom. Tuż „po” zamiast tradycyjnie udać się do baru na ploteczki, towarzystwo dzikim pędem rzuciło się do wyjścia. Było to o godzinie 22.20, więc dla mnie to jakiś matrix by o tej godzinie kończyć imprezę, która zaczęła się na dobre jakieś pół godziny wcześniej. Garstka niedobitków czekając na taksówkę skusiła się na drinka (oczywiście w zimowych kurtkach!), ale kilka minut po 23 było już po wszystkim. Pewna piękna celebrytka, która spóźniła się na pokaz musiała przeżyć prawdziwy szok. To w końcu nowość, a imprezy tego typu trwają przecież do białego rana. Na szczęście z tego co widziałem, udało się jej i tak zaliczyć opuszczoną już ściankę. Portale od rana piszą o jej stylizacji, więc jakby nie było fejm jest. Ci którym było jednak mało uniesień przenieśli się do Warszawy Wschodniej, a chyba nie tak miało być? Tam nawet przed wejściem są lampy rozgrzewające towarzystwo, które musi wyjść na fajka. Można? Można.

Pamiętacie jak na Zieniu ludzie jak korniszony stali na całej długości wybiegu za krzesełkami i jak przyszło się pół godziny po tej napisanej na zaproszeniu to jedynym miejscem z którego można było oglądać pokaz była pozycja z baru? Wiem, że niedawno pisałem, że wolałbym bardziej kameralne imprezy, ale nie popadajmy ze skrajności w skrajność. Czy tak trudno po prostu dostosować hale pod ilość zaproszonych osób? Te pustki i wolne miejsca oby były nauczką na przyszłość. Po raz pierwszy coś takiego widziałem i przyznam, że się trochę w sumie mimo wszystko ubawiłem. Zawsze to jakaś nowość i dzięki temu mam o czym pisać. Ile można oglądać celebrytki klasy żet, które biją się o krzesełko… Tu żadnych dantejskich scen w tym temacie nie było i każdy miał swoje wymarzone miejsce. Ba! Gdy zgasły światła i piękne modelki wyszły na wybieg, było widać wolne krzesła nie tylko w dalszych rzędach, ale i dostrzegłem nawet coś w pierwszym. Hit, co?  Maćku, gdzie jesteś?!

Ostatnio Marcin Prokop pisał o tzw. nowym dziennikarstwie bankietowym. Pozwolę sobie zacytować to co napisał na swoim Facebooku tuż po jakimś kotlecie, bo to hit nad hity, który pokazuje, że niestety już „nie te lata, nie te wnętrza”. Uwaga, pisownia oryginalna.

„na czoło peletonu bankietowych komandosów wysunęła się reprezentantka pewnej dość znanej telewizji:
– moje pierwsze pytanie: jak się panu podobała ta kolekcja?
– no, bardzo ładna… atrakcyjna.
– dobrze. to teraz chciałam zapytać, jak pan spędzi święta ale nie te najbliższe, tylko wielkanocne, bo ja robię już materiały na marzec.
– trudno powiedzieć, zostało jeszcze trochę czasu…
– a co pan myśli o zamachu na trybunał konstytucyjny, bo koleżanka z redakcji newsowej mnie prosiła o wypowiedzi znanych osób?
– zastanawiam się, czy to dobry czas i miejsce…
– to jeszcze zapytam, czy kiedykolwiek uratował pan ludzkie życie, na przykład reanimując topielca?”

Chyba nie ma już imprezy bez takich smaczków, gdyż wczoraj słyszałem równie piękny dialog. Dwie dziennikarki z pewnego portalu show-biznesowego żywo dyskutują o rozmowie jednej z nich z Edytą Olszówką.

– Ej, ale mam nadzieję, że jej o TO nie zapytałaś? – pyta jedna.
Jak na dziennikarza tabloidu przystało od razu nadstawiłem ucha w nadziei, że dowiem się co jest tym tematem tabu i że jednak owa dziewczyna o to ją zapytała. Niech się coś wreszcie wydarzy ciekawego!
– No co ty, SKAPŁAM SIĘ w pewnym momencie, że jest alkoholiczką. Zapytałam ją tylko Z CZYM SIĘ JEJ KOJARZY BIFOREK.

Tak, to dzieje się naprawdę. Tylko Edyty Olszówki żal…

One comment on “biforek Edyty Olszówki i Antarktyda na pokazie Tomaotomo
  1. Pingback: Bartosz Pańczyk | Zień potraktował gwiazdy jak plebs

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *