(nie)proszę o więcej, czyli dlaczego Edyta Górniak daje czadu na koncertach

Byłem na wielu koncertach Edyty Górniak. Jednak ostatni w Łodzi z jubileuszowej trasy „Love2Love” był zdecydowanie najlepszym jaki widziałem. Dlaczego? Przede wszystkim Edyta jest w szczytowej formie wokalnej. Poza tym wróciła jej wielka radość ze śpiewania, która rozrywa serce. Nie tylko każdego fana marzącego od dawna o takim koncercie z prawdziwego zdarzenia, ale i jej samej. Atmosfera, która panuje na widowni ponosi Edytę i ta z każdą chwilą daje z siebie coraz więcej. To widać, słychać i czuć od pierwszych minut. Artystka nie chce zejść ze sceny i chętnie wraca na bisy! Pamiętam np. koncert w Pruszkowie czy Szczecinie sprzed kilku lat. Niby wszystko się zgadzało, bo Edyta perfekcyjnie wyciągała swoje największe hity i umiejętnie pokazywała swój wachlarz imponujących możliwości, ale nie było w tym 100% jej osoby. Dla kogoś kto jak ja czuwa przy niej od początku kariery, od razu rzucało się w oczy, że na scenie popadła w jakąś rutynę. Zdecydowanie lepiej czuła się przy okazji krótkich wystąpień telewizyjnych. Tymczasem trasa „Love2Love” wszystko zmieniła. Niby minęło już ćwierć wieku, a magia na scenie jest porównywalna do tej z lat 90. Isn’t life turning tables?!

Nowością u Edyty jest cała oprawa, która towarzyszy koncertowi. Wprawdzie nie podąża ona ślepo za trendami, które towarzyszą obecnemu przemysłowi muzycznemu, ale wszystkie dodatki różnią się diametralnie od tych z przeszłości. Dotychczas piosenkarka przyzwyczaiła fanów do wystąpień saute bez specjalnie wyszukanego scenariusza czy świty tancerzy. Śpiewała w jednym stroju na tle skromnego okładkowego zdjęcia z płyty „E.K.G”. Teraz jej koncert to wydarzenie zaplanowane od A do Z. Co się zmieniło? Przede wszystkim trasa „Love2Love” to prawdziwe wysokobudżetowe show. Artystka jak na gwiazdę przystało ma swoją 30-metrową scenę i kilka ekranów ze zmieniającymi się w każdym numerze wizualizacjami czy specjalnie zakupiony mikrofon jakiego używa Celine Dion i Beyonce! Przystojni tancerze rozgrzewają publiczność, a Edyta przebiera się w sumie aż 5 razy.

5

Każda stylizacja podkreśla jej piękne długie nogi od których nie można oderwać wzroku. Edyta ma takie super ciało, że patrząc na nią z bliska niejedna kobieta może wpaść w depresję (znalazłem jakiś „minus”, haha). Oczywiście wszystko to wciąż jest tylko perfekcyjnie dobranym tłem, bo jednak jak na Edytę przystało, najważniejszą częścią jej koncertu jest jej mocny jak dzwon głos. Gdy Edyta wydobywa z siebie perfekcyjne dźwięki wszystko inne schodzi na dalszy plan.  Człowiek nie myśli o problemach i jest tak jak w jej piosence „To Atlanta”, czyli „śpiewają stadiony, milkną wojny”. Ciekawym punktem programu są też odwiedzający ją goście. W Łodzi poza Glacą i Mietkiem Szcześniakiem pojawiła się też uczestniczka ostatniej edycji „The Voice of Poland”, Ewelina Łuszczek. W tym rozpędzonym rollercoasterze bez trzymanki są łzy wzruszenia przy „Szybach”, „Oczyszczeniu”, które na żywo dostało dodatkowy koloryt czy „Nie proszę o więcej”. Nie znaczy to jednak, że w takim ckliwym klimacie przebiega całe spotkanie. Przy „Nie było”, które Edyta śpiewa na tej trasie z liderem Sweet Noise na żywo po raz pierwszy czy hicie „Your High”, fani żwawo podskakują,  a przy końcowym „Gangam Style” każdy uśmiecha od ucha do ucha. Edyta perfekcyjnie prowadzi fanów przez całą swoją karierę, przypominając w pigułce wszystkie emocje, które spotykaliśmy na jej muzycznej drodze i pokazując jak się zmieniała. Jest też więc obowiązkowe „Jestem kobietą”, „To nie ja”, „Impossible”, „List” czy np. „On the Run”. Stałym punktem programu są też misie. Edyta rozdaje je fanom i szczęśliwcy, którym udaje się je złapać są od razu zapraszani na scenę, gdzie mogę sobie zrobić z nią pamiątkowe zdjęcie.

23

Pomysł z biletowanymi koncertami w największych obiektach w Polsce to strzał w 10. Nie ma tu przypadkowych ludzi z piwkiem czy kiełbaską, którzy rozpraszają krzykami wątpliwej treści samą Artystkę jak i jej fanów. A tak było dotychczas w plenerach. Piosenkarka bez problemu wypełnia hale, a mimo tłumów każdy czuje się jak w domu. Najwierniejsi siedzą po turecku pod sceną, gdzie brak barierek czy tuzina ochroniarzy. Dzięki temu intymność jaka rodzi się z Edytą i jej prawdziwymi sympatykami dodaje całej uprawie uroku. Udziela się on też Edycie, która dużo żartuje i opowiada ciekawe anegdotki. Dzięki temu może  przez chwilę złapać oddech przed kolejną wymagającą piosenką. Najbardziej z tego co opowiadała zapadła mi jej rozmowa z Allankiem, gdy ten był jeszcze malutkim chłopcem i nie zdawał sobie sprawy, że jego mama jest znaną gwiazdą. Wygłupiali się na kanapie i Edyta w pewnym momencie stwierdziła, że przeprowadzi z nim wywiad. Ich dialog wyglądał tak:

EG: Jak się pan nazywa?
AK: Allan Krupa.
EG: Czym się zajmuje pana tata?
AK: Jest muzykiem i gra na gitarze.
EG: A mama?
AK: Mama sprząta w kuchni…

Chłopiec przeżył szok, gdy jakiś czas później odkrył w telewizji „Dumkę na dwa serca”. „Ty jesteś Edytą Górniak?!”, powiedział łamiącym się głosem. Dziś Allanek coraz częściej wspiera mamę w pracy. Towarzyszy jej za kulisami Wojsa czy na koncertach. W Łodzi również znajdował się na widowni. W związku z tym w pewnym momencie na telebimie pojawiło się jego zdjęcie. Czy może być piękniejsze wyznanie miłości? <3

allanekEdyta apelowała też by nie dać się jesiennej depresji. „Dopóki żyjemy możemy wszystko!”, mówiła. Przyznała, że jej największą życiową pasją jest uszczęśliwianie ludzi. Mam nadzieję, że teraz mając na uwadze odbiór publiczności nie będzie kazała czekać na następną trasę kolejnych szesnastu lat. W tym przypadku nie można jej zaśpiewać „Nie proszę o więcej”;). Czytam opinie ludzi w internecie i wszyscy jak jeden mąż przyznają, że są zachwyceni i czekają na kolejne muzyczne uniesienia. Ja pod wpływem emocji i przysłowiowych motylków zdecydowałem się odwiedzić jeszcze ostatni koncert z tej trasy, który odbędzie się na początku przyszłego roku. Coś mi się wydaje, że będzie to jeszcze bardziej wyjątkowe spotkanie i Edyta, która lubi symbolikę zaserwuje fanom coś czego nie było. Nieskromnie dodam, że marzę o ukochanym przez wszystkich, a rzadko śpiewanym „Linger”. Bo „czy jeszcze kiedyś powtórzy się co zdarzyło się nam..”? 🙂

181222137917141516191013

2120

3 comments on “(nie)proszę o więcej, czyli dlaczego Edyta Górniak daje czadu na koncertach
  1. Cudny artykuł! Byłam na 2 koncertach i aż chce się więcej, dlatego myślę, że na pewno jeszcze na któryś pojadę, gdyż Edi nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa 😀 Kocham Edytę <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *