Powrót diabła

„Zemsta ubiera się u Prady”, czyli kontynuacja kultowego „Diabła”, który nosił się w tym samym sklepie co Belzebub w sukni od Valentino, przejdzie do historii. Nie wiem co czytelnicy zrobili Lauren Weisberger, ale patrząc na kontynuację nomen omen bestsellera, nie mam wątpliwości, że zaszli jej za skórę nie mniej niż swego czasu Anna Wintour.

Gdy usłyszałem, że „Diabeł ubiera się u Prady” doczeka się kontynuacji, z niecierpliwością dziecka odliczałem dni do premiery. Wszak zakończenie poprzedniej części, kiedy to Andrea Sachs zostawia Mirandę Priestley na oczach fotoreporterów, rzucając tym samym stanowisko asystentki, stwarza wiele możliwości. Nikt tak nie upokorzył Diabła, więc zemsta będzie słodka – myślę sobie naiwny! Niestety zemsty w „Zemście” jest niewiele, a rzekłbym nawet, że w ogóle jej nie ma. Sama postać diabolicznej Mirandy pojawia się w książce zaledwie pięć razy, w tym jedna ze scen to koszmar nocny Andy. Świat wielkiej mody, który stanowił siłę opowieści o losach naczelnej najsłynniejszego magazynu o modzie i jej uroczej asystentki został poświęcony na koszt… pieluch, smoczków i tym podobnych gadżetów dla niemowlaków. Bo tak, Andy teraz jest mamą.

 

Historia rozpoczyna się 10 lat po zakończeniu „Diabła”. Okazuje się, że Andy w międzyczasie rozstała się ze swoim ukochanym Alexem, założyła własne pismo ślubne, gdzie niespodziewanie zaprzyjaźniła się ze swoim odwiecznym wrogiem z czasów „Runwaya” – Emily, a co więcej jest narzeczoną przystojnego i bogatego Maxa. I choć przyjaźń z miłośniczką torebek Gucciego to traf w dziesiątkę, ślub, ciąża i perturbacje z tym związane nadają książce inny rytm, sprawiając, że to zupełnie inna historia, nadająca się co najwięcej na świetną komedię romantyczną. Bo historia sama w sobie jest ciekawa. O tym jednak, że to nie nowa książka, a kontynuacja „Diabła” przypominają tożsamości starych bohaterów i cień Mirandy, który najbardziej rozczarowuje. Brnąc przez kolejne małżeńskie przygody państwa Harrisonów cały czas łudziłem się, że ten pozorny spokój z frontu Mirandy to tylko cisza przed burzą i pani Priestley udowodni spektakularnie w należytym dla siebie stylu, że zemsta jest słodka. Myliłem się.

 

Gdy w 2003 roku na rynku pojawiła się powieść „Diabeł ubiera się u Prady”, podniosły się głosy, że Miranda Priestly to skóra żywcem zdjęta z naczelnej amerykańskiego Vogue’a. Nie bez powodu – autorka, tak samo jak bohaterka, była w swoim czasie asystentką diabelskiej pani redaktor. Po wydaniu książki Anna Wintour zaprzeczyła, jakoby znała Lauren Weisberger i zakazała wspominania o niej w biurze. I teraz nadeszła zemsta. Plotki zza oceanu mówią, że Weisberger nie poradziła sobie ze zignorowaniem jej osoby przez Annę Wintour i dlatego postanowiła napisać kolejną część bestselleru. A że przy tym jej konto zasili się o kilka zer?

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *